Skip navigation

Tag Archives: serwisy społecznościowe

Uwaga, ten post jest banalny. W skrócie: to dla mnie szok, że tak wielu ludzi dodaje konta jakichś instytucji (czyli de facto nieznajomych) jako przyjaciół, zamiast dołączać do grup fanów. To drugie nie niesie za sobą prawie żadnego ryzyka. To pierwsze – że człowiek, który zarządza kontem ma widzi Twoje fotki z firmowej wigilii. Wiesz, które.

Ten problem najlepiej widać w wypadku organizacji takich, jak kluby, media, bary, czy firmy: wiele z nich zakłada profil, a nie fan page, i zaczyna masową akcję pozyskiwania „przyjaciół”. Po kilku dniach mają po 500 znajomych, czyli kilkuset użytkowników Facebooka właśnie udostępniło im wszystkie swoje dane i zdjęcia.

http://www.scribd.com/doc/3283966/The-Essential-Guide-to-Social-Media – Brian Solis, The Essential Guide to Social Media. Ciekawe, co na to pani Swieniewicz.

Czytałem niedawno kilka artykułów napisanych przez zagranicznych bloggerów, w których analizowali naturę ruchu, jaki jest pozyskiwany przez ich blogi z social news sites takich, jak Digg, czy Wykop. Teraz trafił mnie artykuł, który nie tyle zbiera to do kupy, co przedstawia wnioski na podstawie dość długiego okresu badania (ponad rok, jak na internet to moim zdaniem dużo). A więc: jak wygląda efektywne budowanie popularności strony internetowej przy wykorzystaniu innych serwisów, wyszukiwarek i aplikacji webowych takich, jak Twitter

Czy da się to zastosować w Polsce? Tak. Ale na o wiele, wiele mniejszą skalę. Choćby dlatego, że u nas dodanie do naszych wersji Reddita, czy StumbleUpona daje wyjątkowo mało, oraz ze względu na początkową fazę adaptacji Blipa.

Ale wraz z czasem będzie się to zmieniało, więc polecam tę lekturę każdemu. Masa, masa wiedzy i praktycznych wniosków.

Długi tytuł, krótki news. Dan Schwabel to jeden z ekspertów w młodej sztuce personal brandingu, więc zawsze warto go przeczytać mimo,  że wiele jego tekstów można stosować wyłącznie w granicach USA – gdzie indziej mogłyby być… zbyt postępowe. Nie zmienia to faktu, że gościnny wpis na Mashable o 7 sekretach, które pozwolą zdobyć następną pracę dzięki wykorzystaniu serwisów  społecznościowych jest bardzo dobry, pomysłu na szukanie samemu ludzi, z którymi chcemy wejść w kontakt, wcześniej nie znałem. Choć z drugiej strony: być może to właśnie on jest zbyt postępowy?

Ważniejsza jest jednak inna myśl.

Nauka numer 1: gościnne wpisy na blogach innych ludzi lub na tematycznych power blogach to podstawa do tego, żeby setki/tysiące/miliony ludzi zobaczyły Twój tekst, zaciekawiły się, a następnie przeklikały na Twoją stronę lub zaciekawiły produktem, jaki oferuje autor. Jeśli zrobiłeś dobre wrażenie – a guest post to jak pierwszy uścisk ręki – masz pierwszych czytelników.

Zasada jest prosta: materiał, który komuś dajesz, musi być najwyższej jakości, ponieważ jeśli nie zainteresuje czytelników, przejdą do kolejnego newsa lub zamkną przeglądarkę. Im lepszy, tym większy potencjał na trafienie na Wykop, fora, czy do przesyłanych taśmowo mejli. A to gwarantuje lawinowy traffic (swoją drogą: PEOPLE ARE NOT TRAFFIC).

Z doświadczenia: zanim zechcesz błysnąć w sieci z czymś dłuższym, co może na trwały i długi czas zmienić podejście ludzi do autora, daj materiał do przeczytania kilku osobom, szczególnie tym, które znają się na poruszanej tematyce. Ten żelazny punkt z abecadła dziennikarstwa jest wyjątkowo żywy dziś, kiedy założenie bloga to pięć kliknięć i jeden e-mail. 

Unikanie katastrof i błędów przywiązanych na długo do własnego nazwiska to przecież też personal branding…

Wklejałem niedawno wyniki badań, które pokazywały, jak wygląda zaufanie internautów i konsumentów w ogóle. W skrócie: nie ufamy firmom i reklamom, ale innym ludziom, społecznościom, wyszukiwarkom. Ciężko się nie zgodzić. Tym razem wrzucam linka do e-booka napisanego w marcu zeszłego roku przez Chrisa Brogana i Julien Smith. Tytuł: Trust Economies. Pierwszy nagłówek: If you build it, they won’t come. Klasyk.

Dorzucę jeszcze kilka cytatów:

Your new web application is a great time saver? I’m over here instead because my friends use this web app. Marketing and sales people, here is your notice; you’re fired unless you start investing in the Trust Economy.

The relationship comes before the sale, not the other way around.

This isn’t “trust so you can make a sale.” Rather, build trust and establish a relationship, period—for the sake of that trust and relationship alone. The sale is neither here nor there until the relationship is established.

The goal isn’t to roam around on social networks handpicking friends. Instead, get involved with communities of interest, and grow these experiences and relationships BEF ORE you need them. (porównaj z sytuacją, w której o swoją obecność w serwisach biznesowych oraz nawiązywanie i utrzymywanie kontaktów należy zadbać PRZED, a nie PO tym, kiedy potrzebujesz pracy/przysługi, co jest kanonem personal brandingu – przyp. mój).

We know you’ve got a job to do, but there are lots of people who prefer you do it elsewhere if you’re going to use traditional “bomb” marketing and sales efforts, versus “hand to hand” relationship building (i znów, klasyczny, najprostszy przykład zbrodni na reputacji – są ludzie, którzy wklejają w komentarzach wyłącznie linki do swoich stron/blogów. To absolutny fail, nikt o zdrowych zmysłach z takiej promocji nie skorzysta, a jeśli już, to będzie to traffic bezwartościowy. O wiele lepiej wychodzą ludzie, którzy wnoszą coś do dyskusji – przyp. mój). What you feed into the system becomes another point we can use to connect.

(…) in this wired world of digital communities and deep long-tail niches, humanity-over-IP is the protocol.

Talk to people because you like the people. Choose people that have something to do with your product, and then, ask them about THEM . Make the person you’re speaking to a rock star—care about them, the projects they have, and come to see it from THE IR point of view.

Na podobny temat pisał też niedawno analiytk Forrestera, Jeremiah Owyang. Intel fishes where the fish are. Wszystkie trzy rzeczy to elementarz nowego marketingu.

W jednym wydaniu Wired ma teksty bystrzejsze, niż ja napisałem i napiszę przez całe życie. Z szacunku nie będę więc nawet skracał, tylko zacytuję lead:

Thanks to Facebook, I never lose touch with anyone. And that, my Friend, is a problem.

i zalinkuję do artykułu Scotta Browna o fenomenie (kosztach, ryzyku, obsesji) dodawania do przyjaciół na Facebooku.

Mówi raport, który ma rację. „Bosses should embrace Facebook”, nigdy nie rozumiałem i nie zrozumiem ludzi zabraniających kontaktów przez internet.

Nie jestem mądrzejszy niż ten raport, więc kończę.

Pisałem jakiś czas temu o radach oraz narzędziach internetowych i społecznościowych, które przydadzą się do ochronienia się przed kryzysem finansowym. Jeden z blogów New York Timesa pisze teraz na dokładnie ten sam temat: wykorzystywania sieci do wzmacniania swojej pozycji na rynku pracy. Dobry kawałek.

(nie, żebym był autorytetem)