Skip navigation

Tag Archives: reklama

Dziś dwie bardzo dobre prezentacje. Na pierwszej z nich: jaka jest strategia Google? Na czym zarabiają pieniądze?

Otwiera oczy.

Druga prezentacja skupia się na pokazaniu tego, co mogłoby się stać z Google, jaki będzie prawdopodobny (jeśli będzie) rozpad firmy, oraz jakie są główne zagrożenia dla firmy:

Masa wiedzy.

Reklamy

Czytałem niedawno kilka artykułów napisanych przez zagranicznych bloggerów, w których analizowali naturę ruchu, jaki jest pozyskiwany przez ich blogi z social news sites takich, jak Digg, czy Wykop. Teraz trafił mnie artykuł, który nie tyle zbiera to do kupy, co przedstawia wnioski na podstawie dość długiego okresu badania (ponad rok, jak na internet to moim zdaniem dużo). A więc: jak wygląda efektywne budowanie popularności strony internetowej przy wykorzystaniu innych serwisów, wyszukiwarek i aplikacji webowych takich, jak Twitter

Czy da się to zastosować w Polsce? Tak. Ale na o wiele, wiele mniejszą skalę. Choćby dlatego, że u nas dodanie do naszych wersji Reddita, czy StumbleUpona daje wyjątkowo mało, oraz ze względu na początkową fazę adaptacji Blipa.

Ale wraz z czasem będzie się to zmieniało, więc polecam tę lekturę każdemu. Masa, masa wiedzy i praktycznych wniosków.

Dobry artykuł o tym, że często sukces (na swoją miarę, oczywiście) odnoszą strony internetowe stworzone wyłącznie w tym celu, aby odpowiadać na jedno i tylko jedno pytanie. Autor podaje przykład strony http://isbarackobamaamuslim.com/, która, jak się nie trudno domyślić, odpowiada na pytanie: Is Barrack Obama a Muslim? 

Pisze też, że sztab Obamy zaprojektował trzy takie strony, biorąc pod uwagę błędy ortograficzne. Wszystkie strony mają na głównej (i jedynej) stronie wielki napis: NO, oraz linki do oficjalnych stron o Obamie i artykułów w mediach na ten sam temat. Wszystkie trzy są też świetnie wyszukiwane w Google’u na tytułową frazę. 

W Polsce wyobrażałbym sobie pewną popularność takich minisite’ów, choć niekoniecznie musiałyby być tworzone przez osoby, które wymienione są w ich url-ach. Po prostu odpowiadają one na dość popularne w określonym czasie pytania: 

– Czy Jarosław Kaczyński jest gejem?

– Czy Sandra Walter bierze narkotyki?

– Czy Aleksander Kwaśniewski miał romans z Edytą Górniak?

A gdybym pracował w dziale marketingu dowolnej firmy produkującej środki antykoncepcyjne, zrobiłbym serię takich stron-odpowiedzi: 

– Czy można zajść w ciążę podczas okresu?

– Czy można zajść w ciąże w dni niepłodne?

– Czy można zarazić się HIV przez pocałunek?

– Czy stosunek przerywany jest bezpieczny?

Oraz inne, które podpowiada autouzupełnianie w Google:

 

Czy można zajść w ciążę

Czy można zajść w ciążę

Dość popularne, nieprawdaż?

Cenega, jeden z czterech największych wydawców gier komputerowych w Polsce, bawi się w marketing szeptany na blogach i w społecznościach. Zamierzenie bardzo dobre: cały świat tak robi, bo to tanie i dość skuteczne (a czasem – wyjątkowo skuteczne). Ale kluczem do powodzenia całości jest tu wykonanie, dobry pomysł i humor. Tylko te trzy elementy sprawią, że viral rozejdzie się jak Tiger Woods po wodzie. W innym wypadku, szeptać będzie się jedynie na korytarzach własnej firmy. 

I tak jest z serią filmów o Wielkiej Wyprzedaży. Moim zdaniem nienajlepszy jest już sam pomysł: Bombay TV jest starszy niż węgiel. To raz. Dwa: wrzucenie kilkunastu (a może i kilkudziesięciu) klipów jednocześnie zanudziłoby zamęczyłoby nawet Buddę.  Trzy: duża część z nich jest śmieszna mało, albo wcale. Po co więc użyto wszystkich? Żeby się nie zmarnowały? Przecież są darmowe, można było zamieścić pięć najlepszych, dzień po dniu. Przedostatnia rzecz, czwarta: najlepszy potencjalnie z nich wszystkich kończy się opluciem konkurencji. Mało zgrabne.

Na koniec, pod numerem piątym, starożytna sztuka promocji blogów, znana też jako „ciekawa-strona-niee-wcale-sam-jej-nie-zrobiłem”. Takie coś nie działa nigdy

Reklamy w sieciach P2P? Brzmi jak fantastyka, ale Giga OM ma artykuł, który daje pięć powodów, dla których jeszcze nie jest i nie będzie to przez jakiś czas możliwe. Ja wiem jedno: obecność treści reklamowych pośród wyników wyszukiwania pirackich filmów, muzyki i gier może sprawić, że ludzie, trafiając na trefne linki, zdenerwują się i kupią w legalnych kanałach dystrybucji.

Krótka piłka: o banner blindness wiadomo od lat: każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z kampaniami bannerowymi w internecie wie, że ludzie ani na nie nie klikają (2% CTR to wielki sukces, większość jest wyrażana w promilach), ani ich nie oglądają: bo mają na komputerach oprogramowanie blokujące reklamy. 

Nielsen, wielka firma badająca internet, ogłosił za to ustami swojego szefa, że ku ich zaskoczeniu nie spada globalnie popularność płatnych reklam przy wyszukiwarkach (na przykład Google czy Yahoo!). Dwie przyczyny: są dobrane kontekstowo oraz nie daje się ich wyłączyć.

Trzecia przyczyna, o której nie było mowy: ludzie mylą je z organicznymi wynikami wyszukiwania.

Bardzo dobry artykuł na GigaOM. Za dużo w nim odnośników, żebym nawet próbował to syntezować, w każdym razie przyszłość przed tymi, którzy nie boją się produkować wysokiej jakości kontentu wideo, jest dobra, choć nie pozbawiona ryzyka. Reklamodawcy też powinni trzymać kciuki: wraz z rozwojem i mnożeniem się treści, powinna spadać cena obecności w materiałach filmowych.

Napisałem przed chwilą o tym, że Google wprowadza reklamy AdSense do gier komputerowych online. Teraz okazuje się, że zainteresowane emitowaniem ich serwisy internetowe muszą mieć minimum 500,000 kliknięć w swoje gry dziennie oraz conajmniej 80% ruchu na ich stronie musi pochodzić z USA lub Wielkiej Brytanii.

To zmienia trochę obraz dla polskich portali – ale nie dla developerów tych gier. A ich, szczęśliwie, w Polsce jest coraz więcej.

Od lat reklamodawcy próbują dotrzeć z aktualnym i szybko zmieniającym się przekazem do gier komputerowych. Reklama w grach online nie jest jednak ani bardzo popularna, ani łatwa – a przynajmniej nie była do teraz. Google ogłasza bowiem:Rozpoczynamy umieszczanie reklam AdSense we flashowych grach komputerowych online. Firma porozumiała się z takimi wydawcami, jak Konami, Playfish, Zynga, Demand Media i Mochi Media. Reklamodawcy będą płacili albo za odsłonę, albo za klik. 

Omówienie tej informacji znajduje się tutaj. Poniżej: film, który pokazuje, jak wygląda reklama AdSense w grach komputerowych online:

Dla porównania: w grach konsolowych i komputerowych, ale nie online, reklamy wyglądają tak

A tutaj drugi film zrobiony przez Google, trochę więcej w nim liczb i konkretów:

Wniosek: twórcy, dystrybutorzy, oraz ci, którzy zamieszczają na swoich stronach gry online, zarobią na tym kupę kasy.