Skip navigation

Tag Archives: personal branding

Długi tytuł, krótki news. Dan Schwabel to jeden z ekspertów w młodej sztuce personal brandingu, więc zawsze warto go przeczytać mimo,  że wiele jego tekstów można stosować wyłącznie w granicach USA – gdzie indziej mogłyby być… zbyt postępowe. Nie zmienia to faktu, że gościnny wpis na Mashable o 7 sekretach, które pozwolą zdobyć następną pracę dzięki wykorzystaniu serwisów  społecznościowych jest bardzo dobry, pomysłu na szukanie samemu ludzi, z którymi chcemy wejść w kontakt, wcześniej nie znałem. Choć z drugiej strony: być może to właśnie on jest zbyt postępowy?

Ważniejsza jest jednak inna myśl.

Nauka numer 1: gościnne wpisy na blogach innych ludzi lub na tematycznych power blogach to podstawa do tego, żeby setki/tysiące/miliony ludzi zobaczyły Twój tekst, zaciekawiły się, a następnie przeklikały na Twoją stronę lub zaciekawiły produktem, jaki oferuje autor. Jeśli zrobiłeś dobre wrażenie – a guest post to jak pierwszy uścisk ręki – masz pierwszych czytelników.

Zasada jest prosta: materiał, który komuś dajesz, musi być najwyższej jakości, ponieważ jeśli nie zainteresuje czytelników, przejdą do kolejnego newsa lub zamkną przeglądarkę. Im lepszy, tym większy potencjał na trafienie na Wykop, fora, czy do przesyłanych taśmowo mejli. A to gwarantuje lawinowy traffic (swoją drogą: PEOPLE ARE NOT TRAFFIC).

Z doświadczenia: zanim zechcesz błysnąć w sieci z czymś dłuższym, co może na trwały i długi czas zmienić podejście ludzi do autora, daj materiał do przeczytania kilku osobom, szczególnie tym, które znają się na poruszanej tematyce. Ten żelazny punkt z abecadła dziennikarstwa jest wyjątkowo żywy dziś, kiedy założenie bloga to pięć kliknięć i jeden e-mail. 

Unikanie katastrof i błędów przywiązanych na długo do własnego nazwiska to przecież też personal branding…

Nie mówię, że zaczyna mnie to już powoli nudzić (bo nie), ale jeśli prowadzi się bloga takiego jak ten, czyli pomagającego odnaleźć się/nauczyć nowych rzeczy dziennikarzom i zawodowcom związanym z internetem, to pisanie o trudnościach, perspektywach i możliwościach, jakie przyniesie w Polsce i na świecie 2009 rok, można dostać depresji: 90 procent internetu mówi, że biznes (a z nim i my) umrze, 5 procent ma to w dupie, 5 procent pomaga

Z tych 5 procent wyjąłem dziś kolejny poradnik, z bardzo optymistycznymtytułem: Forget Survival: The Journalist’s Guide to Owning 2009 and Beyond. Nie wiem, kim jest jego autor, po stylu wnioskuję, że stawia ciągle pierwsze kroki, ale całość dobrze mobilizuje i podzielona jest na części, które mają zmusić do działania:

  •  Adapt. Pływaj z prądem, bo łatwiej. Kontrowersyjne słowa, ale wytłumaczenie jest mądrzejsze: dziennikarze powinni zawsze dostarczać tego, czego chce konsument, co w internecie jest łatwiejsze, niż w prasie, bo dane te  są na wyciągnięcie ręki.  Autor daje też kilka rad: wejdź w interakcję z blogami (czytaj, komentuj, linkuj – święta prawda), zacznij się uczyć trendów w internecie (znów – święta prawda, youtube, slideshare i blogi są lepsze, niż dowolna biblioteka) i… kup smartphone’a i wykorzystaj go do maksimum, nawet, jeśli zakłada to płacenie za aplikacje. 
    Nie mógłbym tego lepiej wyrazić. Większość konsultantów i specjalistów kompletnie pomija ten wątek, ale w Polsce, gdzie iPhone wciąż jest narzędziem lansu, a Blackberry ma tylko (plus minus) średnia i wyższa kadra zarządzająca, ta rada jest szczególnie wartościowa, ponieważ umożliwia zrozumienie, dlaczego świat idzie w stronę technologii mobilnych oraz ułatwia konsumpcję informacji. Przykład: czytnik RSS-ów w iPhone’ie jest tak dobry, że przestałem w ogóle czytać gazety w tramwajach, metrze i wolnym czasie, a subskrybuję wyłącznie rzeczy o tematyce web/tech. W inny sposób – nawet subskrybując się z desktopowego readera – nigdy nie potrafiłbym czytać wszystkiego, a dzięki komórce jestem na czasie, bo zaległości nadrabiam stojąc w kolejkach i w podróży. Ilość pochłanianej wiedzy wzrasta wykładniczo, a moja żona nie ogląda w domu moich pleców.  
  • Learn. Czytaj Mashable (nie czytaj, jeśli nie interesuje Cię social media, lepiej czytać Techcruncha, Giga OM, RWW i dobre blogi konsultantów/gwiazd), Online Journalism Blog (zgoda), Journalism.co.uk (zgoda), używaj Twittera (nie w Polsce, chyba że dla lansu, u nas – blip, choć także w ograniczonym zakresie i bez zasięgu). 
  • Vocabulary. Banał. Google i Wikipedia rozwiązują praktycznie każdy problem z angielskim tekstem technicznym. 
  • Presence. You’re a brand. Bądź obecny. Pisałem już wiele razy o personal brandingu, będę pisał jeszcze nieraz, bo będzie coraz bardziej i coraz bardziej znaczący.  Każdy człowiek, czy tego chce, czy nie – jest marką. Jest swoim brand managerem. Ja jestem brand managerem marki Wiktor Cegła, Doda jest brand managerem marki Doda (dlatego ludzie myślą, że jest głupia – a ona sprzedaje produkt, nie siebie), Donald Tusk… Ok, on ma innych brand managerów. 
    W internecie, przy tej ilości dostępnych narzędzi (społecznościówki, SEO, blogi, UGC…) ludzie nie szukają nas – ludzie znajdują to, co im podamy. NA TACY. Oryginalny post tego nie pisze, ale ja to zrobię: jeśli nie jest się skończonym chamem (albo gwiazdą), pierwsza strona wyników wyszukiwania Google zależy prawie wyłącznie od nas. Personal branding jest więc sposobem na budowanie tego wizerunku, traktując siebie jako produkt, który ktoś musi kupić (pracodawca, zleceniodawca, fani), a świadomy rzeczywistości człowiek ma obowiązek  prawo i narzędzia do tego, by ludzie widzieli go takim, jak on chce, a nie, jakim opisuje go kto inny.
    Autor cytowanego miniporadnika pisze na ten temat niewiele, dodaje jeszcze, żeby chwycić lejce w dłonie i włączać się do konwersacji, a kiedy już zbudujemy swoją obecność w sieci (znów: blog, społecznościówki, Twitter, etc), zacząć nawiązywać kontakty w realu i w sieci. BTW, poradnik autora jak zacząć blogowanie

Jak widać, wszystko ma ręce i nogi. Powtarzają się tu kanony, które dla świadomych osób są jasne: personal branding, nauka, adaptacja. Ale dobrze to przeczytać, żeby widzieć, że nie tylko Ty się obawiasz nadchodzącego roku 😉

To taka grupowa terapia

Wklejałem niedawno wyniki badań, które pokazywały, jak wygląda zaufanie internautów i konsumentów w ogóle. W skrócie: nie ufamy firmom i reklamom, ale innym ludziom, społecznościom, wyszukiwarkom. Ciężko się nie zgodzić. Tym razem wrzucam linka do e-booka napisanego w marcu zeszłego roku przez Chrisa Brogana i Julien Smith. Tytuł: Trust Economies. Pierwszy nagłówek: If you build it, they won’t come. Klasyk.

Dorzucę jeszcze kilka cytatów:

Your new web application is a great time saver? I’m over here instead because my friends use this web app. Marketing and sales people, here is your notice; you’re fired unless you start investing in the Trust Economy.

The relationship comes before the sale, not the other way around.

This isn’t “trust so you can make a sale.” Rather, build trust and establish a relationship, period—for the sake of that trust and relationship alone. The sale is neither here nor there until the relationship is established.

The goal isn’t to roam around on social networks handpicking friends. Instead, get involved with communities of interest, and grow these experiences and relationships BEF ORE you need them. (porównaj z sytuacją, w której o swoją obecność w serwisach biznesowych oraz nawiązywanie i utrzymywanie kontaktów należy zadbać PRZED, a nie PO tym, kiedy potrzebujesz pracy/przysługi, co jest kanonem personal brandingu – przyp. mój).

We know you’ve got a job to do, but there are lots of people who prefer you do it elsewhere if you’re going to use traditional “bomb” marketing and sales efforts, versus “hand to hand” relationship building (i znów, klasyczny, najprostszy przykład zbrodni na reputacji – są ludzie, którzy wklejają w komentarzach wyłącznie linki do swoich stron/blogów. To absolutny fail, nikt o zdrowych zmysłach z takiej promocji nie skorzysta, a jeśli już, to będzie to traffic bezwartościowy. O wiele lepiej wychodzą ludzie, którzy wnoszą coś do dyskusji – przyp. mój). What you feed into the system becomes another point we can use to connect.

(…) in this wired world of digital communities and deep long-tail niches, humanity-over-IP is the protocol.

Talk to people because you like the people. Choose people that have something to do with your product, and then, ask them about THEM . Make the person you’re speaking to a rock star—care about them, the projects they have, and come to see it from THE IR point of view.

Na podobny temat pisał też niedawno analiytk Forrestera, Jeremiah Owyang. Intel fishes where the fish are. Wszystkie trzy rzeczy to elementarz nowego marketingu.

„Mój blog jest tylko dla mnie”. Bla, bla, bla. Każdy chce, żeby jego zwierzenia/rady/przemyślenia przeczytał kto inny. Wielu robi z tego sposób na zarabianie. Im właśnie przyda się zestaw bardzo dobrze wytłumaczonych zasad SEO, które sprawią, że treść bloga trafi do ludzi nie wiedzących wcześniej o jego istnieniu.

Oddaję głos specjaliście w tej dziedzinie: Jeremiah Owyang o tym, jak duże korporacje reagują na personal branding swoich pracowników. Kluczowy cytat:

Despite that social technologies can improve customer relationships, the risks may be too great for some companies to bear, as a result, some corporations will shy away from allowing employees to have personal brands.

Z ich punktu widzenia, jeśli ich branża nie wymaga, żeby firma miała twarz, to jest to zbędny zabieg. Wykonywany najczęściej, jak pisze Owyang, za pieniądze pracodawcy.

Po co  firmie produkującej ogórki taki ambasador swojej osobistej marki? Z drugiej strony: w mediach akurat powinien być to standard.