Skip navigation

Tag Archives: Marketing internetowy

Będzie krótko. Od czasu do czasu znajomi proszą mnie o to, żebym polecił im jakieś lektury do Google Readera. Przeklejanie list na GG jest niewygodne, więc zrobię to tutaj, z podziałem na kategorie.

Ogólna zasada: jeśli szukasz czegoś nowego i nie wiesz, komu ufać, najlepiej wrzucić do Google „technorati top 100” i przejrzeć listy poszczególnych kategorii. Poszukiwanie zajmuje z godzinę-dwie, ale warto od czasu do czasu odświeżyć lektury i zobaczyć, czy coś nie wybiło się niespodziewanie. Potem taką stronę na tydzień-dwa wrzuca się do czytnika testowo i sprawdza, czy do czegoś się nadaje. Jeśli nie – to do wywalenia. Jeśli tak – to jesteś bogatszy o wiedzę, którą w Polsce przedrukowują po kilku dniach.

Dobra, koniec gadania. Oto lista. Kategorie są bardzo umowne, jeśli komuś się nie podoba umieszczenie danego serwisu/bloga w kategorii, niech przeciągnie w Readerze do innej 😉

BLOGI

chrisbrogan.com – guru social media i marketingu w społecznościówkach, jeden z niewielu ludzi na świecie, którzy naprawdę pracują w tym zawodzie. Bardzo, bardzo płodny autor, więc trzeba mu dać dużo czasu na przetestowanie, czy Wam odpowiada,  czy nie. Ale wśród szumu ma prawdziwe perełki, szczególnie porady na temat blogowania, zarządzania czasem i tego, jak harować z głową. Rzadko zawodzi, jedyne, co mnie w nim denerwuje, to promocje afiliacji, ale takie jego prawo.

blogmaverick.com – blog Marka Cubana. Douchebag, wizjoner, mądrala, wariat – opinie są różne. Fakt jest taki: to miliarder, który wie, jak się zarabia pieniądze i cholernie dobrze zna się na rynku internetowym oraz telewizyjnym. I styku ich dwóch. Rzadko pisze.

Seth Godin – guru nowoczesnego marketingu, kropka. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto zajmuje się tym tematem. Sprzedaje urywki wiedzy, pozornie niektóre z nich mogą być mało ważne, ale układają się w bardzo sensowną całość, która wyprzedza książki o długie miesiące/lata.

Brutto – na tle innych polskich blogów o internecie autora wyróżnia to, że niczego nie przyjmuje bezkrytycznie. Dodatkowo: agreguje bardzo ciekawe linki do projektów lub analiz, których inaczej – co tu kryć – nigdy byśmy nie zobaczyli. Twórca kiedyś pisał Netto.

Web Strategy by Jeremiah Owyang – cholernie zaawansowany, za taką wiedzę na rynku płaci się w tysiącach dolarów za dzień konsultacji. Mam wrażenie, że to jeden z najbardziej szanowanych analityków social mediów na świecie. Jeśli nie zrozumiecie, o czym pisze, google’ujcie i podróżujcie po linkach. Ja tak robię – a nie rozumiem często.

Copyblogger – kopalnia konkretnej wiedzy o praktyce marketingu internetowego z naciskiem na tworzenie skutecznych tekstów i stron.

Brzytwą po oczach – kolejny polski blog, który dobrze jest przeglądać w poszukiwaniu linków i prezentacji. Wiecie, tych, których potem nigdy nie czytamy, ale które straszą otwarte po 3 dni w Firefoxie 😉

Zen Habits – jeśli ktoś uważa, że zen to bullshit, niech przeczyta tego posta.

Maras o muzyce – nie wiem, czy są inne ciekawe blogi o muzyce. Mi wystarcza ten, bo mam podobny gust.

Zagraceni.pl – Brucie Kibbutz (massca) pisze o grach. ‚Nuff said.

NEWSY

VentureBeat, Techcrunch, ReadWriteWeb i wiesz wszystko, co musisz. Z Mashable zrezygnowałem, za dużo szumu. Do tego InternetStandard i Interaktywnie.com – Polacy, niestety, mocno średni, ale co zrobić.

SEO/SEM

Cezzy.pl – mój mentor SEO. Czarek Glijer to jeden z największych ekspertów od tego tematu w Polsce. Wejdźcie na jego bloga i kliknijcie na „wywiad z weteranem”, będziecie wiedzieli, dlaczego Go tak cenię.

Marketing w Internecie – kopalnia praktycznej wiedzy na temat SEO i produktów SEM-owych Google, w dodatku podana w bardzo przystępny sposób. Absolutny fachowiec, autor pracuje w G.

Search Engine Land – płodni jak cholera. Dużo szumu, nie można czytać wszystkiego.

MEDIA

Save The Media – jak w temacie. Blog o nowoczesnym dziennikarstwie. Perspektywa, oczywiście, zupełnie inna, niż u nas.

Online Journalism Blog – blog wykładowcy dziennikarstwa internetowego na brytyjskim uniwersytecie. Masa praktyki.

DESIGN

Smashing Magazine – nie mów, że nie znasz?

ProBlogDesign – dla każdego, kto ma swojego bloga, szczególnie na WP.

FUNNEH

Hawtness. Comixed. People of Walmart. Nie musicie tego lubić 😉

A konkretnie, trochę o pisaniu akapitów. Amerykańska szkoła, oczywiście, więc taka, w której akapitem może być i jedno zdanie. U nas tak ofensywnie bym nie proponował, choć może to kwestia czasu.

W ramach bonusu – prezentacja o słuchaniu w społecznościówkach:

OK.

Mamy programistę. Rozwijamy się szybciej, niż virale Plusa. Przez najbliższe kilka miesięcy zobaczymy, ile – i jak – potrafimy zmienić na serwisie, żeby z blogoida zmienił się w… serwis, właśnie.

I, zdaje się, będę miał więcej czasu na pisanie. Blip mi się znudził – za chwilę wyłączę synchro z gg, czym efektywnie zakończę swój mentalny powrót do epoki IRC-a. Twitter to w Polsce praktycznie tylko nasłuch – wolę agregatory i Google Readera.

Chyba czas się trochę też podzielić wiedzą. Na pierwszy rzut – hej, Czarek, strzałeczka! Sorry za zły anchor, lepsze to, niż nic, nie? Tak czy owak – polecam czytanie bloga Czarka Glijera. To fachowiec pierwszej klasy: wystarczy, że powiem, że zajmuje się SEO od -nastu lat i powinno to wystarczyć: człowiek optymalizował serwisy pod wyszukiwarki, kiedy większość z nas myślała, że Google działa charytatywnie, a na rynku królowała Altavista.

W ramach nadrabiania zaległości radzę więc wrzucić sobie Cezzy.pl do czytnika i absorbować, choć uprzedzam: to wiedza czysto techniczna i nie będzie tam ciekawostek o polskim necie.

Dziś dwie bardzo dobre prezentacje. Na pierwszej z nich: jaka jest strategia Google? Na czym zarabiają pieniądze?

Otwiera oczy.

Druga prezentacja skupia się na pokazaniu tego, co mogłoby się stać z Google, jaki będzie prawdopodobny (jeśli będzie) rozpad firmy, oraz jakie są główne zagrożenia dla firmy:

Masa wiedzy.

Jak zwykle krótko. The Guardian otworzył w zeszłym tygodniu swoje archiwum dla tych, którzy chcą zrobić z niego użytek. Za pomocą API gromadzone przez dziesiątki lat dane mogą być przerabiane i wykorzystywane, a Guardian będzie wyświetlał w nich swoje reklamy. Na przykład.

Monday Note tłumaczy bowiem, jakie jeszcze zalety ma rozwiązanie brytyjskiej gazety i wyjaśnia, dlaczego wykorzystuje ono prawdziwą siłę papierowej marki.

Czytałem niedawno kilka artykułów napisanych przez zagranicznych bloggerów, w których analizowali naturę ruchu, jaki jest pozyskiwany przez ich blogi z social news sites takich, jak Digg, czy Wykop. Teraz trafił mnie artykuł, który nie tyle zbiera to do kupy, co przedstawia wnioski na podstawie dość długiego okresu badania (ponad rok, jak na internet to moim zdaniem dużo). A więc: jak wygląda efektywne budowanie popularności strony internetowej przy wykorzystaniu innych serwisów, wyszukiwarek i aplikacji webowych takich, jak Twitter

Czy da się to zastosować w Polsce? Tak. Ale na o wiele, wiele mniejszą skalę. Choćby dlatego, że u nas dodanie do naszych wersji Reddita, czy StumbleUpona daje wyjątkowo mało, oraz ze względu na początkową fazę adaptacji Blipa.

Ale wraz z czasem będzie się to zmieniało, więc polecam tę lekturę każdemu. Masa, masa wiedzy i praktycznych wniosków.

No właśnie. Dlaczego nikt nie robi rekomendacji wiadomości i treści na podobnej zasadzie, jak Amazon? Monday Note rozbija temat na drobne

Podam scenariusz, jaki chciałbym kiedyś zobaczyć. Na stronie, na której jestem zalogowanym i częstym użytkownikiem, czytam pięć artykułów, każdy w całości. Jeden z nich podsyłam znajomemu. Wychodzę.

Dwa dni później w serwisie ukazuje się materiał nawiązujący do tematyki, którą czytałem. Wiem o tym z e-maila, którego dostaję na skrzynkę, z tytułem: „[MOJE IMIĘ], [X] dni temu czytałeś  u nas kilka wiadomości o: [TEMAT]. Dziś pojawił się kolejny artyluł związany z tym zagadnieniem: [LINK, TEMAT]. Dasz nam szansę”?

Być może techniczne aspekty są tu przytłaczające, bo jak pisze autor, codziennie pojawiają się tysiące newsów, które trzeba jakoś skategoryzować. Ale kiedyś e-mail nie był darmowy. I choć dziś taki system wymagałby absolutnie perfekcyjnego tagowania materiałów, to jeśli semantyczne wyszukiwarki nie są tylko mżonką, wtedy one właśnie wykonają całą robotę.

Już chciałem napisać, że czasem żałuję, że dziennikarze nie mają takich darmowych poradników i tutoriali w internecie, ale przypomniałem sobie, że oczywiście mają. Smashing Magazine dodaje tymczasem kolejny rozdział swojej niekończącej się biblii dla webdesignerów: Clear And Effective Communication In Web Design

Cokolwiek bym pisał więcej, będzie tylko stratą czasu, który powinno się wykorzystać na czytanie tego artykułu.

Mój nowy ulubiony Online Journalism Blog daje rady prosto w dziesiątkę: 12 pomysłów na wpisy blogowe. Dla początkujących i średnio zaawansowanych jak znalazł. Oto, w dużym skrócie, co proponuje OJB w celu przełamania się i rozpoczęcia blogowania z dużym sukcesem

 

  1. Odpowiedz na tekst, który ukazał się gdzie indziej w sieci. Zalinkuj do artykułu i zgódź – lub nie zgadzaj się – z nim. Jeśli twoja odpowiedź będzie konstruktywna, może być początkiem dialogu. OJB nazywa to ‚link journalism’. Dobry termin. Z ciekawostek: ja w tej chwili uprawiam także dziennikarstwo kontrolowane. Ctrl+C, Ctrl+V.
     
  2. Zaproponuj coś, daj swój pomysł na coś: na artykuł, albo zmianę działania jakiejś sfery życia/pracy. Ciężkie, według mnie, ponieważ wymaga nie tylko dużej kreatywności, ale i siły przebicia. Autor pisze, że ten rodzaj wpisów trzeba mocno promować samemu. Dlatego właśnie nie uważam, żeby była to najlepsza forma artykułu na początek. Promocja jest trudna. Szczególnie, jeśli ktoś nie wie, jak robić ją nienachalnie. 
  3. Zrób z kimś wywiad. Nie wymaga tłumaczenia. Jest to jednak o wiele łatwiejsze dla dziennikarza, niż dla zwykłego blogera, który może nawet nie umieć zdobyć kontaktu. W dodatku trzeba przełamać nieśmiałość. 
     
  4. Bloguj na temat jakiegoś wydarzenia: targi, pokaz, wybory, mecz, konferencja. Dwa warunki: musisz tam być i musisz mieć laptopa z wi-fi. Próbowałem niedawno livebloggować używając do tego blipa; było znośnie, ale miałem problemy z zapamiętywaniem tego, co przekazywali mówcy. Rozumiem, że to w związku z moim brakiem doświadczenia, dlatego i sobie, i innym początkującym, proponowałbym pisanie relacji po evencie. 
     
  5. Zadaj pytanie: sam OJB przyznaje, że ten typ interakcji z użytkownikami, czyli zapytanie ich o opinię,  wymaga zbudowania wcześniej żyjącej, silnej społeczności. Więc najlepiej poczekać z tym do momentu, kiedy się ją ma. 
     
  6. Idź na wojnę: według autora, wielu blogerów idzie na skróty, atakując którąś ze znanych postaci blogosfery. Jak mówi Wojciech Cejrowski: nie polecam. Chyba, że ma być to debata na wysokim poziomie. 
     
  7. Wpis z wypowiedzią na ważny temat. Najpopularniejszy rodzaj wpisów blogowych. Co robiłem? Co widziałem? Co o tym sądzę? Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Ważne jest tu otwarte zakończenie, które sprawiłoby, że czytelnicy mogliby dodać coś od siebie. 
  8. Dla wzrokowców: zrób dobre, ciekawe zdjęcie lub nagraj filmik i wrzuć go na bloga. Dobre w podróży, choć nie czuję konceptu fotografowania szkiców i konsultowania ich w sieci.
  9. Zrecenzuj coś: popieram. Do gazety przychodzą dziesiątki listów od młodych blogerów, którzy chcą prosić o opinię na temat swoich blogów. A na nich: recenzje gier. 
  10. Stwórz listę: nie od dziś wiadomo, że 10 najlepszych/10 najgorszych to absolutnie najpopularniejsza kategoria w internecie. Podobno niestandardowe liczby robią duże wrażenie. 
     
  11. Napisz, jak zrobić: jak wyżej. Pisałem jakiś czas temu o stronach, które odpowiadają na jedno i tylko jedno pytanie. Skoro ludzi to interesuje, to trzeba zaspokoić ich pragnienie. To samo z tutorialami i poradnikami.
  12. Daj napisać komuś innemu: czyli o guest postach. Tak, to zawsze skutkuje. Ludzie wiedzą, że to dla nich dobre – to taki content marketing w małej skali, który w dodatku dobrze robi SEO. W końcu to kolejny link, prawda? 

 

Na marginesie: witam w gronie blogowiczów Kroogera, weterana branży gier komputerowych. Powodzenia!

Dobry artykuł o tym, że często sukces (na swoją miarę, oczywiście) odnoszą strony internetowe stworzone wyłącznie w tym celu, aby odpowiadać na jedno i tylko jedno pytanie. Autor podaje przykład strony http://isbarackobamaamuslim.com/, która, jak się nie trudno domyślić, odpowiada na pytanie: Is Barrack Obama a Muslim? 

Pisze też, że sztab Obamy zaprojektował trzy takie strony, biorąc pod uwagę błędy ortograficzne. Wszystkie strony mają na głównej (i jedynej) stronie wielki napis: NO, oraz linki do oficjalnych stron o Obamie i artykułów w mediach na ten sam temat. Wszystkie trzy są też świetnie wyszukiwane w Google’u na tytułową frazę. 

W Polsce wyobrażałbym sobie pewną popularność takich minisite’ów, choć niekoniecznie musiałyby być tworzone przez osoby, które wymienione są w ich url-ach. Po prostu odpowiadają one na dość popularne w określonym czasie pytania: 

– Czy Jarosław Kaczyński jest gejem?

– Czy Sandra Walter bierze narkotyki?

– Czy Aleksander Kwaśniewski miał romans z Edytą Górniak?

A gdybym pracował w dziale marketingu dowolnej firmy produkującej środki antykoncepcyjne, zrobiłbym serię takich stron-odpowiedzi: 

– Czy można zajść w ciążę podczas okresu?

– Czy można zajść w ciąże w dni niepłodne?

– Czy można zarazić się HIV przez pocałunek?

– Czy stosunek przerywany jest bezpieczny?

Oraz inne, które podpowiada autouzupełnianie w Google:

 

Czy można zajść w ciążę

Czy można zajść w ciążę

Dość popularne, nieprawdaż?