Skip navigation

Category Archives: Cytuję więc jestem

A konkretnie, trochę o pisaniu akapitów. Amerykańska szkoła, oczywiście, więc taka, w której akapitem może być i jedno zdanie. U nas tak ofensywnie bym nie proponował, choć może to kwestia czasu.

W ramach bonusu – prezentacja o słuchaniu w społecznościówkach:

http://www.scribd.com/doc/3283966/The-Essential-Guide-to-Social-Media – Brian Solis, The Essential Guide to Social Media. Ciekawe, co na to pani Swieniewicz.

Bez Smashing Magazine byłbym nikim. No, prawie. Oto lista 15 rzeczy do sprawdzenia przed uruchomieniem nowej strony internetowej.

Od siebie dodam, że odpalając na początku tygodnia gamezilla.pl zapomnieliśmy o kilku z nich. Choćby o faviconie i automatycznym pogrubieniu linków. W ogóle ten projekt był dla mnie crash coursem. Potwierdziło się, że można czytać, czytać i czytać, ale dopóki czegoś się nie zrobi, to się nie nauczy.

Gamezilla ciągle w fazie beta. Następny projekt już za moment. I, uwaga, będzie szokujący z dwóch względów: formy i treści.

Stay tuned, 4o ludzi czytających tego bloga miesięcznie.

Dziś dwie bardzo dobre prezentacje. Na pierwszej z nich: jaka jest strategia Google? Na czym zarabiają pieniądze?

Otwiera oczy.

Druga prezentacja skupia się na pokazaniu tego, co mogłoby się stać z Google, jaki będzie prawdopodobny (jeśli będzie) rozpad firmy, oraz jakie są główne zagrożenia dla firmy:

Masa wiedzy.

Jak zwykle krótko. The Guardian otworzył w zeszłym tygodniu swoje archiwum dla tych, którzy chcą zrobić z niego użytek. Za pomocą API gromadzone przez dziesiątki lat dane mogą być przerabiane i wykorzystywane, a Guardian będzie wyświetlał w nich swoje reklamy. Na przykład.

Monday Note tłumaczy bowiem, jakie jeszcze zalety ma rozwiązanie brytyjskiej gazety i wyjaśnia, dlaczego wykorzystuje ono prawdziwą siłę papierowej marki.

Zrobiłem literówkę pisząc Smashing Magazine – napisałem Shaming Magazine. Trochę w tym przewrotnej prawdy, ten blog sprawia, że się czasem wstydzę niewiedzy. Tym razem świetny artykuł: 9 popularnych błędów usability w designie stron internetowych. W skrócie:

  1. Zbyt małe linki i pola klikalne.
  2. Stronicowanie użyte w złym celu.
  3. Podwójne tytuły stron.
  4. Treści zbyt trudne do skanowania.
  5. Brak możliwości kontaktu z autorami strony.
  6. Brak możliwości wyszukiwania informacji na stronie.
  7. Zbyt dużo funkcjonalności, które wymagają zarejestrowania sie. 
  8. Stare linki, które wysyłają w kosmos.
  9. Zbyt długie, przytłaczające formularze rejestracyjne.

Kończę, nie udając, że wiem cokolwiek więcej.

Czytałem niedawno kilka artykułów napisanych przez zagranicznych bloggerów, w których analizowali naturę ruchu, jaki jest pozyskiwany przez ich blogi z social news sites takich, jak Digg, czy Wykop. Teraz trafił mnie artykuł, który nie tyle zbiera to do kupy, co przedstawia wnioski na podstawie dość długiego okresu badania (ponad rok, jak na internet to moim zdaniem dużo). A więc: jak wygląda efektywne budowanie popularności strony internetowej przy wykorzystaniu innych serwisów, wyszukiwarek i aplikacji webowych takich, jak Twitter

Czy da się to zastosować w Polsce? Tak. Ale na o wiele, wiele mniejszą skalę. Choćby dlatego, że u nas dodanie do naszych wersji Reddita, czy StumbleUpona daje wyjątkowo mało, oraz ze względu na początkową fazę adaptacji Blipa.

Ale wraz z czasem będzie się to zmieniało, więc polecam tę lekturę każdemu. Masa, masa wiedzy i praktycznych wniosków.

No właśnie. Dlaczego nikt nie robi rekomendacji wiadomości i treści na podobnej zasadzie, jak Amazon? Monday Note rozbija temat na drobne

Podam scenariusz, jaki chciałbym kiedyś zobaczyć. Na stronie, na której jestem zalogowanym i częstym użytkownikiem, czytam pięć artykułów, każdy w całości. Jeden z nich podsyłam znajomemu. Wychodzę.

Dwa dni później w serwisie ukazuje się materiał nawiązujący do tematyki, którą czytałem. Wiem o tym z e-maila, którego dostaję na skrzynkę, z tytułem: „[MOJE IMIĘ], [X] dni temu czytałeś  u nas kilka wiadomości o: [TEMAT]. Dziś pojawił się kolejny artyluł związany z tym zagadnieniem: [LINK, TEMAT]. Dasz nam szansę”?

Być może techniczne aspekty są tu przytłaczające, bo jak pisze autor, codziennie pojawiają się tysiące newsów, które trzeba jakoś skategoryzować. Ale kiedyś e-mail nie był darmowy. I choć dziś taki system wymagałby absolutnie perfekcyjnego tagowania materiałów, to jeśli semantyczne wyszukiwarki nie są tylko mżonką, wtedy one właśnie wykonają całą robotę.

Mój nowy ulubiony Online Journalism Blog daje rady prosto w dziesiątkę: 12 pomysłów na wpisy blogowe. Dla początkujących i średnio zaawansowanych jak znalazł. Oto, w dużym skrócie, co proponuje OJB w celu przełamania się i rozpoczęcia blogowania z dużym sukcesem

 

  1. Odpowiedz na tekst, który ukazał się gdzie indziej w sieci. Zalinkuj do artykułu i zgódź – lub nie zgadzaj się – z nim. Jeśli twoja odpowiedź będzie konstruktywna, może być początkiem dialogu. OJB nazywa to ‚link journalism’. Dobry termin. Z ciekawostek: ja w tej chwili uprawiam także dziennikarstwo kontrolowane. Ctrl+C, Ctrl+V.
     
  2. Zaproponuj coś, daj swój pomysł na coś: na artykuł, albo zmianę działania jakiejś sfery życia/pracy. Ciężkie, według mnie, ponieważ wymaga nie tylko dużej kreatywności, ale i siły przebicia. Autor pisze, że ten rodzaj wpisów trzeba mocno promować samemu. Dlatego właśnie nie uważam, żeby była to najlepsza forma artykułu na początek. Promocja jest trudna. Szczególnie, jeśli ktoś nie wie, jak robić ją nienachalnie. 
  3. Zrób z kimś wywiad. Nie wymaga tłumaczenia. Jest to jednak o wiele łatwiejsze dla dziennikarza, niż dla zwykłego blogera, który może nawet nie umieć zdobyć kontaktu. W dodatku trzeba przełamać nieśmiałość. 
     
  4. Bloguj na temat jakiegoś wydarzenia: targi, pokaz, wybory, mecz, konferencja. Dwa warunki: musisz tam być i musisz mieć laptopa z wi-fi. Próbowałem niedawno livebloggować używając do tego blipa; było znośnie, ale miałem problemy z zapamiętywaniem tego, co przekazywali mówcy. Rozumiem, że to w związku z moim brakiem doświadczenia, dlatego i sobie, i innym początkującym, proponowałbym pisanie relacji po evencie. 
     
  5. Zadaj pytanie: sam OJB przyznaje, że ten typ interakcji z użytkownikami, czyli zapytanie ich o opinię,  wymaga zbudowania wcześniej żyjącej, silnej społeczności. Więc najlepiej poczekać z tym do momentu, kiedy się ją ma. 
     
  6. Idź na wojnę: według autora, wielu blogerów idzie na skróty, atakując którąś ze znanych postaci blogosfery. Jak mówi Wojciech Cejrowski: nie polecam. Chyba, że ma być to debata na wysokim poziomie. 
     
  7. Wpis z wypowiedzią na ważny temat. Najpopularniejszy rodzaj wpisów blogowych. Co robiłem? Co widziałem? Co o tym sądzę? Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Ważne jest tu otwarte zakończenie, które sprawiłoby, że czytelnicy mogliby dodać coś od siebie. 
  8. Dla wzrokowców: zrób dobre, ciekawe zdjęcie lub nagraj filmik i wrzuć go na bloga. Dobre w podróży, choć nie czuję konceptu fotografowania szkiców i konsultowania ich w sieci.
  9. Zrecenzuj coś: popieram. Do gazety przychodzą dziesiątki listów od młodych blogerów, którzy chcą prosić o opinię na temat swoich blogów. A na nich: recenzje gier. 
  10. Stwórz listę: nie od dziś wiadomo, że 10 najlepszych/10 najgorszych to absolutnie najpopularniejsza kategoria w internecie. Podobno niestandardowe liczby robią duże wrażenie. 
     
  11. Napisz, jak zrobić: jak wyżej. Pisałem jakiś czas temu o stronach, które odpowiadają na jedno i tylko jedno pytanie. Skoro ludzi to interesuje, to trzeba zaspokoić ich pragnienie. To samo z tutorialami i poradnikami.
  12. Daj napisać komuś innemu: czyli o guest postach. Tak, to zawsze skutkuje. Ludzie wiedzą, że to dla nich dobre – to taki content marketing w małej skali, który w dodatku dobrze robi SEO. W końcu to kolejny link, prawda? 

 

Na marginesie: witam w gronie blogowiczów Kroogera, weterana branży gier komputerowych. Powodzenia!

Zakładając, że nie każdy z nas w latach 80-tych czytał Bajtka, a potem zgłębiał wcale nie takie łatwe zwoje historii internetu, większość obejrzy ten film z ciekawością:

History of the Internet from PICOL on Vimeo.

Techniczne, ale ciekawe i bardzo łatwo wytłumaczone.