Skip navigation

Nie mówię, że zaczyna mnie to już powoli nudzić (bo nie), ale jeśli prowadzi się bloga takiego jak ten, czyli pomagającego odnaleźć się/nauczyć nowych rzeczy dziennikarzom i zawodowcom związanym z internetem, to pisanie o trudnościach, perspektywach i możliwościach, jakie przyniesie w Polsce i na świecie 2009 rok, można dostać depresji: 90 procent internetu mówi, że biznes (a z nim i my) umrze, 5 procent ma to w dupie, 5 procent pomaga

Z tych 5 procent wyjąłem dziś kolejny poradnik, z bardzo optymistycznymtytułem: Forget Survival: The Journalist’s Guide to Owning 2009 and Beyond. Nie wiem, kim jest jego autor, po stylu wnioskuję, że stawia ciągle pierwsze kroki, ale całość dobrze mobilizuje i podzielona jest na części, które mają zmusić do działania:

  •  Adapt. Pływaj z prądem, bo łatwiej. Kontrowersyjne słowa, ale wytłumaczenie jest mądrzejsze: dziennikarze powinni zawsze dostarczać tego, czego chce konsument, co w internecie jest łatwiejsze, niż w prasie, bo dane te  są na wyciągnięcie ręki.  Autor daje też kilka rad: wejdź w interakcję z blogami (czytaj, komentuj, linkuj – święta prawda), zacznij się uczyć trendów w internecie (znów – święta prawda, youtube, slideshare i blogi są lepsze, niż dowolna biblioteka) i… kup smartphone’a i wykorzystaj go do maksimum, nawet, jeśli zakłada to płacenie za aplikacje. 
    Nie mógłbym tego lepiej wyrazić. Większość konsultantów i specjalistów kompletnie pomija ten wątek, ale w Polsce, gdzie iPhone wciąż jest narzędziem lansu, a Blackberry ma tylko (plus minus) średnia i wyższa kadra zarządzająca, ta rada jest szczególnie wartościowa, ponieważ umożliwia zrozumienie, dlaczego świat idzie w stronę technologii mobilnych oraz ułatwia konsumpcję informacji. Przykład: czytnik RSS-ów w iPhone’ie jest tak dobry, że przestałem w ogóle czytać gazety w tramwajach, metrze i wolnym czasie, a subskrybuję wyłącznie rzeczy o tematyce web/tech. W inny sposób – nawet subskrybując się z desktopowego readera – nigdy nie potrafiłbym czytać wszystkiego, a dzięki komórce jestem na czasie, bo zaległości nadrabiam stojąc w kolejkach i w podróży. Ilość pochłanianej wiedzy wzrasta wykładniczo, a moja żona nie ogląda w domu moich pleców.  
  • Learn. Czytaj Mashable (nie czytaj, jeśli nie interesuje Cię social media, lepiej czytać Techcruncha, Giga OM, RWW i dobre blogi konsultantów/gwiazd), Online Journalism Blog (zgoda), Journalism.co.uk (zgoda), używaj Twittera (nie w Polsce, chyba że dla lansu, u nas – blip, choć także w ograniczonym zakresie i bez zasięgu). 
  • Vocabulary. Banał. Google i Wikipedia rozwiązują praktycznie każdy problem z angielskim tekstem technicznym. 
  • Presence. You’re a brand. Bądź obecny. Pisałem już wiele razy o personal brandingu, będę pisał jeszcze nieraz, bo będzie coraz bardziej i coraz bardziej znaczący.  Każdy człowiek, czy tego chce, czy nie – jest marką. Jest swoim brand managerem. Ja jestem brand managerem marki Wiktor Cegła, Doda jest brand managerem marki Doda (dlatego ludzie myślą, że jest głupia – a ona sprzedaje produkt, nie siebie), Donald Tusk… Ok, on ma innych brand managerów. 
    W internecie, przy tej ilości dostępnych narzędzi (społecznościówki, SEO, blogi, UGC…) ludzie nie szukają nas – ludzie znajdują to, co im podamy. NA TACY. Oryginalny post tego nie pisze, ale ja to zrobię: jeśli nie jest się skończonym chamem (albo gwiazdą), pierwsza strona wyników wyszukiwania Google zależy prawie wyłącznie od nas. Personal branding jest więc sposobem na budowanie tego wizerunku, traktując siebie jako produkt, który ktoś musi kupić (pracodawca, zleceniodawca, fani), a świadomy rzeczywistości człowiek ma obowiązek  prawo i narzędzia do tego, by ludzie widzieli go takim, jak on chce, a nie, jakim opisuje go kto inny.
    Autor cytowanego miniporadnika pisze na ten temat niewiele, dodaje jeszcze, żeby chwycić lejce w dłonie i włączać się do konwersacji, a kiedy już zbudujemy swoją obecność w sieci (znów: blog, społecznościówki, Twitter, etc), zacząć nawiązywać kontakty w realu i w sieci. BTW, poradnik autora jak zacząć blogowanie

Jak widać, wszystko ma ręce i nogi. Powtarzają się tu kanony, które dla świadomych osób są jasne: personal branding, nauka, adaptacja. Ale dobrze to przeczytać, żeby widzieć, że nie tylko Ty się obawiasz nadchodzącego roku 😉

To taka grupowa terapia

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: