Archiwum Tag'ów: treści

Jak zwykle krótko. The Guardian otworzył w zeszłym tygodniu swoje archiwum dla tych, którzy chcą zrobić z niego użytek. Za pomocą API gromadzone przez dziesiątki lat dane mogą być przerabiane i wykorzystywane, a Guardian będzie wyświetlał w nich swoje reklamy. Na przykład.

Monday Note tłumaczy bowiem, jakie jeszcze zalety ma rozwiązanie brytyjskiej gazety i wyjaśnia, dlaczego wykorzystuje ono prawdziwą siłę papierowej marki.

Czytałem niedawno kilka artykułów napisanych przez zagranicznych bloggerów, w których analizowali naturę ruchu, jaki jest pozyskiwany przez ich blogi z social news sites takich, jak Digg, czy Wykop. Teraz trafił mnie artykuł, który nie tyle zbiera to do kupy, co przedstawia wnioski na podstawie dość długiego okresu badania (ponad rok, jak na internet to moim zdaniem dużo). A więc: jak wygląda efektywne budowanie popularności strony internetowej przy wykorzystaniu innych serwisów, wyszukiwarek i aplikacji webowych takich, jak Twitter

Czy da się to zastosować w Polsce? Tak. Ale na o wiele, wiele mniejszą skalę. Choćby dlatego, że u nas dodanie do naszych wersji Reddita, czy StumbleUpona daje wyjątkowo mało, oraz ze względu na początkową fazę adaptacji Blipa.

Ale wraz z czasem będzie się to zmieniało, więc polecam tę lekturę każdemu. Masa, masa wiedzy i praktycznych wniosków.

No właśnie. Dlaczego nikt nie robi rekomendacji wiadomości i treści na podobnej zasadzie, jak Amazon? Monday Note rozbija temat na drobne

Podam scenariusz, jaki chciałbym kiedyś zobaczyć. Na stronie, na której jestem zalogowanym i częstym użytkownikiem, czytam pięć artykułów, każdy w całości. Jeden z nich podsyłam znajomemu. Wychodzę.

Dwa dni później w serwisie ukazuje się materiał nawiązujący do tematyki, którą czytałem. Wiem o tym z e-maila, którego dostaję na skrzynkę, z tytułem: “[MOJE IMIĘ], [X] dni temu czytałeś  u nas kilka wiadomości o: [TEMAT]. Dziś pojawił się kolejny artyluł związany z tym zagadnieniem: [LINK, TEMAT]. Dasz nam szansę”?

Być może techniczne aspekty są tu przytłaczające, bo jak pisze autor, codziennie pojawiają się tysiące newsów, które trzeba jakoś skategoryzować. Ale kiedyś e-mail nie był darmowy. I choć dziś taki system wymagałby absolutnie perfekcyjnego tagowania materiałów, to jeśli semantyczne wyszukiwarki nie są tylko mżonką, wtedy one właśnie wykonają całą robotę.

Mój nowy ulubiony Online Journalism Blog daje rady prosto w dziesiątkę: 12 pomysłów na wpisy blogowe. Dla początkujących i średnio zaawansowanych jak znalazł. Oto, w dużym skrócie, co proponuje OJB w celu przełamania się i rozpoczęcia blogowania z dużym sukcesem

 

  1. Odpowiedz na tekst, który ukazał się gdzie indziej w sieci. Zalinkuj do artykułu i zgódź – lub nie zgadzaj się – z nim. Jeśli twoja odpowiedź będzie konstruktywna, może być początkiem dialogu. OJB nazywa to ‘link journalism’. Dobry termin. Z ciekawostek: ja w tej chwili uprawiam także dziennikarstwo kontrolowane. Ctrl+C, Ctrl+V.
     
  2. Zaproponuj coś, daj swój pomysł na coś: na artykuł, albo zmianę działania jakiejś sfery życia/pracy. Ciężkie, według mnie, ponieważ wymaga nie tylko dużej kreatywności, ale i siły przebicia. Autor pisze, że ten rodzaj wpisów trzeba mocno promować samemu. Dlatego właśnie nie uważam, żeby była to najlepsza forma artykułu na początek. Promocja jest trudna. Szczególnie, jeśli ktoś nie wie, jak robić ją nienachalnie. 
  3. Zrób z kimś wywiad. Nie wymaga tłumaczenia. Jest to jednak o wiele łatwiejsze dla dziennikarza, niż dla zwykłego blogera, który może nawet nie umieć zdobyć kontaktu. W dodatku trzeba przełamać nieśmiałość. 
     
  4. Bloguj na temat jakiegoś wydarzenia: targi, pokaz, wybory, mecz, konferencja. Dwa warunki: musisz tam być i musisz mieć laptopa z wi-fi. Próbowałem niedawno livebloggować używając do tego blipa; było znośnie, ale miałem problemy z zapamiętywaniem tego, co przekazywali mówcy. Rozumiem, że to w związku z moim brakiem doświadczenia, dlatego i sobie, i innym początkującym, proponowałbym pisanie relacji po evencie. 
     
  5. Zadaj pytanie: sam OJB przyznaje, że ten typ interakcji z użytkownikami, czyli zapytanie ich o opinię,  wymaga zbudowania wcześniej żyjącej, silnej społeczności. Więc najlepiej poczekać z tym do momentu, kiedy się ją ma. 
     
  6. Idź na wojnę: według autora, wielu blogerów idzie na skróty, atakując którąś ze znanych postaci blogosfery. Jak mówi Wojciech Cejrowski: nie polecam. Chyba, że ma być to debata na wysokim poziomie. 
     
  7. Wpis z wypowiedzią na ważny temat. Najpopularniejszy rodzaj wpisów blogowych. Co robiłem? Co widziałem? Co o tym sądzę? Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Ważne jest tu otwarte zakończenie, które sprawiłoby, że czytelnicy mogliby dodać coś od siebie. 
  8. Dla wzrokowców: zrób dobre, ciekawe zdjęcie lub nagraj filmik i wrzuć go na bloga. Dobre w podróży, choć nie czuję konceptu fotografowania szkiców i konsultowania ich w sieci.
  9. Zrecenzuj coś: popieram. Do gazety przychodzą dziesiątki listów od młodych blogerów, którzy chcą prosić o opinię na temat swoich blogów. A na nich: recenzje gier. 
  10. Stwórz listę: nie od dziś wiadomo, że 10 najlepszych/10 najgorszych to absolutnie najpopularniejsza kategoria w internecie. Podobno niestandardowe liczby robią duże wrażenie. 
     
  11. Napisz, jak zrobić: jak wyżej. Pisałem jakiś czas temu o stronach, które odpowiadają na jedno i tylko jedno pytanie. Skoro ludzi to interesuje, to trzeba zaspokoić ich pragnienie. To samo z tutorialami i poradnikami.
  12. Daj napisać komuś innemu: czyli o guest postach. Tak, to zawsze skutkuje. Ludzie wiedzą, że to dla nich dobre – to taki content marketing w małej skali, który w dodatku dobrze robi SEO. W końcu to kolejny link, prawda? 

 

Na marginesie: witam w gronie blogowiczów Kroogera, weterana branży gier komputerowych. Powodzenia!

Z cyklu “Cytuję, więc jestem”, wklejam jedną z najpopularniejszych prezentacji w historii SlideShare’a, czyli 25 podstawowych rodzajów wpisów blogowych i kiedy ich używać.

Oczywiście nie wszystkim takie przemysłowe podejście do pisania może się spodobać, ale ci, którzy zastanawiają się nad proporcjami, będą mieli kilka gotowych odpowiedzi. Zresztą, całość jest o wiele bardziej skomplikowana, ale w gruncie rzeczy podobna do tych kilku reguł mówiących jak pisać na blogu z sukcesem, które wrzucałem jakiś czas temu.

Takie posty to sól internetu (albo cukier, jak cytowałem kilka dni temu). Oto 10 podstawowych rzeczy, które należy zrobić od razu po instalacji WordPressa lub po założeniu na nim swojego bloga. Szybkie, łatwe i wyjątkowo efektywne, a przy okazji w stu procentach prawdziwe. 0% hype, 100% reality.

W skrócie, oto 10 kroków. Szczegóły oczywiście w oryginalnym artykule:

1. Zmień swoje hasło do WordPressa. Zmień hasła autorów i nadaj im uprawnienia.

2. Zmień sposób, w jaki generowane są permalinki w WP. Zamiast numerów artykułów niech w URL-ach będą ich tytuły, to lepsze dla SEO.

3. Zmień lub ściągnij i aktywuj skórkę (theme) do WordPressa. Inaczej wygląd będzie nudny jak Sins of the Solar Empire (nie wiesz, co to jest? no właśnie).

4. Stwórz kategorie, w których będą się pojawiały twoje wpisy blogowe. Zmień domyślną na “News” lub podobny, ogólny frazes.

5. Aktywuj Akismet, czyli najlepszy plugin do walki ze spamem. Moim zdaniem powinien to być punkt numer 1, szczególnie, jeśli strona staje się znana. Inaczej – powodzenia w wycinaniu 200 informacji od rosyjskich spammerów dziennie.

6. Zainstaluj Sitemap Google. Tego akurat nie mam, ale jeśli ktoś chce się dobrze wyszukiwać, to mus. Inna sprawa, że WordPress rządzi pod względem SEO tak, jak mało innych platform, więc dla niektórych jest to przesada.

7. Zainstaluj backup bazy danych WordPressa. Tylko dla tych, którzy sami hostują.

8. Przetestuj bloga wpisując losowe teksty, tytuły, tagi, kategorie i dodając jakieś obrazki. Moja uwaga: Lorem Ipsum nie wymyślono bez przyczyny. Nie polecam testowania żadnych stron internetowych przy użyciu słów powszechnie uważanych za obraźliwe. Archive.org nie śpi. Google też. Ani czytelnicy. Autor poleca zaś zestaw próbnych postów i komentarzy. Pomocne.

9. Dodaj RSS-y do Feedburnera. Nie jestem ekspertem, nie wypowiadam się.

10. Włączanie Google Analytics. Oczywista oczywistość.

Autor dodaje jeszcze dwie porady mniej znaczące (albo, jak mówi mi przeczucie, które zepsułyby mu fajny tytuł artykułu ;) ): zmiana wielkości obrazków i zmiana tytułu bloga. A ja polecam jeszcze napisanie strony o autorze.

Klasyczny przykład evergreenu, krążącego po StumbleUpon, Delicious, Digg-ach i blogach. Dobry przykład, ma się rozumieć, bo WordPress ogarnięty to WordPress skuteczniejszy.

Bardzo dobry artykuł na GigaOM. Za dużo w nim odnośników, żebym nawet próbował to syntezować, w każdym razie przyszłość przed tymi, którzy nie boją się produkować wysokiej jakości kontentu wideo, jest dobra, choć nie pozbawiona ryzyka. Reklamodawcy też powinni trzymać kciuki: wraz z rozwojem i mnożeniem się treści, powinna spadać cena obecności w materiałach filmowych.